SAN GIL cd
Dziś przeżyłam szalony dzień.Jak pisała wcześniej kupiłam zestaw różnych aktywności , napiszę teraz co się na to składa :
1. rafting po Rio Fonce , trwał ok 2 godzin , najpierw szkolenie na jakie hasło co robimy i do pontonu , była nas 6-ka - trzech młodych i rodzina z dwójką małych dzieci/ wszyscy Kolumbijczycy/ Rzeka ma dużo fajnych bystrzy , więc za chwilę wszyscy byli mokrzy , póżniej skakaliśmy z pontonu i płynęliśmy rzeką , dużo śmiechu i zabawy.
2. przewieżli nas samochodem w inne miejsce za San Gil i tam
- skoki do wody ze skały ok 5m
- zjazd na linie po skałach ok 3m
- przejście po moście tybetańskim / dwie liny - po jednej się idzie , drugiej trzyma , na wysokości ok 5m/
- zjazd na linie ok 8m
- wchodzenie po skałach z wodospadem
i powrót do punktu wyjścia , trochę skrabania się po lesie
3. znowu przewieżli nas samochodem
- po naszemu to jest chyba tyrolka - zjazd nad kanionem po linie / ok 1km/ i powrót tak samo
- wielka huśtawka / z której nie skorzystałam/
Na wszystkich atrakcjach pełne zabezpieczenie i obsługa , która instruowała i podpowiadała jak się poruszać
Wszystko było bardzo fajne , jedyny szkopuł był taki , że trwało to w sumie 8 godzin , a większość z uczestników była bez jedzenia i pieniędzy , bo nic nie kazali nam brać ze względu na ciągły kontakt z wodą. Cały czas był też fotograf , który dokumentował nasze poczynanie , na raftingu przewodnik miał kamerę na kasku.
Więc San Gil ma różne aktywności dopracowane rzeczywiście do perfekcji , bo oprócz tego są jeszcze skoki na bungi i wiele innych.
Pomimo że cały czas byłam z samymi Kolumbijczykami , czułam się bardzo dobrze , bo w każdym towarzystwie okazało się że ktoś zna trochę angielski i już jakoś łamanym angielsko -hiszpańskim się dogadywaliśmy i byli bardzo mili i przyjażni.
Po powrocie dostała już płytę ze zdjęciami z raftingu , a reszta jutro/ oczywiście za dodatkową opłatą/
Jak tylko wyszłam z ich biura i wzięłam plecak , w pierwszej napotkanej knajpie był obiad i tak zajadałam ,że uszy mi się trzęsły , do obiadu oczywiście świeży sok mango z jeżynami !!!
Dzień pełen atrakcji i adrenaliny, hura SAN GIL !!!
Archiwum bloga
sobota, 5 stycznia 2019
piątek, 4 stycznia 2019
SAN GIL
SAN GIL cd
Loty na parolotni / oczywiście z instruktorem/ tu nazywają się parapente.
Najpierw wypełnialiśmy całą ankietę zdrowotną / jest to faktycznie tylko ochrona dla firmy/, wsadzili nas do busów i pojechaliśmy do kanionu Chicamocha, agencja parapente ma tam ogrodzony teren , na którym odbywają się starty i lądowania. Kanion rzeczywiście przepiękny , trochę przypomina mi doliny rzeczne w Nepalu/.
Zrobili nam szczegółowe przeszkolenie z informacjami jak wszystko będzie wyglądać i jak mamy się zachowywać podczas startu i lądowania. Było 7 instruktorów , organizacja dość sprawna.
Ja poszłam prawie na pierwszy ogień , nie było to trudne ani stresujące.
Zakładają na plecy taki dość duży jakby plecak- siedzisko , taki sam ma instruktor i delikwent zostaje spięty z instruktorem, są też pomocnicy , którzy pomagają przy starcie i podnoszą czaszę.
Przy starcie jak czasza się podniesie trzeba kawałek biec i już jest zbocze i się leci !!
Pierwsze wrażenie dość niesamowite - nagle jest człowiek w powietrzu. Lot trwa ok 25 min , trochę rozczarowało mnie to ,że praktycznie kręciliśmy się w kółko na niewielkiej przestrzeni , no ale ziemia jest dość daleko na dole. Niestety po 15 min pomimo wziętej pastylki zaczęło mi się kręcić w głowie. Lądowanie też jest proste , trzeba tylko podnieść nogi do góry , a pomocnicy już złapią czaszę.
Ale więcej już tego nie chciałabym robić.
Loty na parolotni / oczywiście z instruktorem/ tu nazywają się parapente.
Najpierw wypełnialiśmy całą ankietę zdrowotną / jest to faktycznie tylko ochrona dla firmy/, wsadzili nas do busów i pojechaliśmy do kanionu Chicamocha, agencja parapente ma tam ogrodzony teren , na którym odbywają się starty i lądowania. Kanion rzeczywiście przepiękny , trochę przypomina mi doliny rzeczne w Nepalu/.
Zrobili nam szczegółowe przeszkolenie z informacjami jak wszystko będzie wyglądać i jak mamy się zachowywać podczas startu i lądowania. Było 7 instruktorów , organizacja dość sprawna.
Ja poszłam prawie na pierwszy ogień , nie było to trudne ani stresujące.
Zakładają na plecy taki dość duży jakby plecak- siedzisko , taki sam ma instruktor i delikwent zostaje spięty z instruktorem, są też pomocnicy , którzy pomagają przy starcie i podnoszą czaszę.
Przy starcie jak czasza się podniesie trzeba kawałek biec i już jest zbocze i się leci !!
Pierwsze wrażenie dość niesamowite - nagle jest człowiek w powietrzu. Lot trwa ok 25 min , trochę rozczarowało mnie to ,że praktycznie kręciliśmy się w kółko na niewielkiej przestrzeni , no ale ziemia jest dość daleko na dole. Niestety po 15 min pomimo wziętej pastylki zaczęło mi się kręcić w głowie. Lądowanie też jest proste , trzeba tylko podnieść nogi do góry , a pomocnicy już złapią czaszę.
Ale więcej już tego nie chciałabym robić.
czwartek, 3 stycznia 2019
SAN GIL
SAN GIL
Po 7 godzinach jazdy w męczarni / upał bez klimatyzacji , muzyka non stop , ciasny bus / dotarłam do następnej miejscowości San Gil w prowincji Santander.
Hotel po tym w Duitamie to nędza , pokój malutki , wiartak wali po głowie , akustyka taka że słychać każdego- no ale tak jest w podróży, wczoraj byłam wykończona i zniechęcona.
Wyspałam się i przeszło. San Gil znane jest jako stolica sportów ekstremalnych i w ogóle różnorakiej aktywności , ponieważ w okolicy są rzeki / rafting /, góry / jaskinie i wodospady i wspinaczka/ i w niedalekiej odległości podobno wspaniały kanion Chicamocha.
Zdecydowałam się na lot parolotnią nad kanionem - jutro/ 180 zł/ , a pojutrze na cały zestaw różnych atrakcji / 240zł/
Wydaje mi się iż ceny są niewysokie , w porównaniu ile zapłaciłabym u nas.
Temperatura w dzień ok 30st.
A dziś wybrałam się do niedaleko położonej podobno najpiękniejszej miejscowości kolonialnej Kolumbii - Barichary. Kawałek po mieście skorzystałam z funkcjonujących tu moto-taxi , czyli podwózka na motorze. Barichara rzeczywiście piękna i położona w niesamowitym otoczeniu.
Na obiad zjadłam kozinę , z której słynie ten region , rzeczywiście była pyszna, przy okazji poznałam dwie miłe Kolumbijki - Paulę i Camilę . Paula obsługiwała mnie w restauracji - pod koniec zgadałyśmy się , że mówią po angielsku . Okazało się że były po roku w USA.
Do San Gil wróciłam już po zmroku .
rio Fonse przepływa przez San Gil
czy wiadomo jakie owoce ma filodendron , widziałyśmy te bananki na Maderze
te okazy to w parku Galineral w San Gil
moje moto-taxi
kościół w Baricharze
jeszcze jedna Szopka
ciekawa latarnia
uliczki Barichary
a tak wygląda otoczenie miasteczka
wnętrza domów
kaplica z zewnątrz i wewnątrz
elementy ozdobne budynków
jeszcze jedna kaplica
niektóre uliczki są bardzo strome
mała klimatyczna knajpka
poznana Kolumbijka- Paula
Po 7 godzinach jazdy w męczarni / upał bez klimatyzacji , muzyka non stop , ciasny bus / dotarłam do następnej miejscowości San Gil w prowincji Santander.
Hotel po tym w Duitamie to nędza , pokój malutki , wiartak wali po głowie , akustyka taka że słychać każdego- no ale tak jest w podróży, wczoraj byłam wykończona i zniechęcona.
Wyspałam się i przeszło. San Gil znane jest jako stolica sportów ekstremalnych i w ogóle różnorakiej aktywności , ponieważ w okolicy są rzeki / rafting /, góry / jaskinie i wodospady i wspinaczka/ i w niedalekiej odległości podobno wspaniały kanion Chicamocha.
Zdecydowałam się na lot parolotnią nad kanionem - jutro/ 180 zł/ , a pojutrze na cały zestaw różnych atrakcji / 240zł/
Wydaje mi się iż ceny są niewysokie , w porównaniu ile zapłaciłabym u nas.
Temperatura w dzień ok 30st.
A dziś wybrałam się do niedaleko położonej podobno najpiękniejszej miejscowości kolonialnej Kolumbii - Barichary. Kawałek po mieście skorzystałam z funkcjonujących tu moto-taxi , czyli podwózka na motorze. Barichara rzeczywiście piękna i położona w niesamowitym otoczeniu.
Na obiad zjadłam kozinę , z której słynie ten region , rzeczywiście była pyszna, przy okazji poznałam dwie miłe Kolumbijki - Paulę i Camilę . Paula obsługiwała mnie w restauracji - pod koniec zgadałyśmy się , że mówią po angielsku . Okazało się że były po roku w USA.
Do San Gil wróciłam już po zmroku .
rio Fonse przepływa przez San Gil
czy wiadomo jakie owoce ma filodendron , widziałyśmy te bananki na Maderze
te okazy to w parku Galineral w San Gil
moje moto-taxi
kościół w Baricharze
jeszcze jedna Szopka
ciekawa latarnia
uliczki Barichary
a tak wygląda otoczenie miasteczka
wnętrza domów
kaplica z zewnątrz i wewnątrz
elementy ozdobne budynków
jeszcze jedna kaplica
niektóre uliczki są bardzo strome
mała klimatyczna knajpka
poznana Kolumbijka- Paula
wtorek, 1 stycznia 2019
DUITAMA cd
LAGO TOTA
Około 1.5 godz jazdy od Duitamy położone jest największe słodkowodne jezioro Kolumbii.
Jezioro Tota położone jest w pięknej scenerii górskiej na wysokości 3200m n.p.m.
Droga do niego też biegnie bardzo malowniczo . Spędziłam tam ostatni dzień roku.
tak też ludzie mieszkaja w Kolumbii
bez sitka
jedna z bocznych uliczek , dziś puste ulice cisza i spokój 1.12.2019
Około 1.5 godz jazdy od Duitamy położone jest największe słodkowodne jezioro Kolumbii.
Jezioro Tota położone jest w pięknej scenerii górskiej na wysokości 3200m n.p.m.
Droga do niego też biegnie bardzo malowniczo . Spędziłam tam ostatni dzień roku.
tak też ludzie mieszkaja w Kolumbii
Trochę spostrzeżeń nt Nowego Roku , jak jechałam autobusem to widziałam w jednej wiosce jak 31.12 był pochód i prowadzili kukły jakieś obrzydliwe , spętane i najprawdobodobniej do zniszczenia , tak żeby w Nowym roku już nie szkodziły , coś tak jak u nas topienie marzanny.
Póżniej zauważyłam w mieście też w paru miejscach takie brzydkie wypchane kukły.
I w sprzedaży były takie małe miotełki ze kłosów zboża , może też do symbolicznego wymiatania śmieci. Sylwester przeszedł niezbyt hucznie , było parę fajerwerków , nic więcej. Ja na białej sali.
A teraz parę ciekawostek z mojego hotelu , dość porządnego zresztą.
bez klapy
bez sitkajedna z bocznych uliczek , dziś puste ulice cisza i spokój 1.12.2019
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
PODSUMOWANIE CAŁEJ PODRÓŻY
PODSUMOWANIE CAŁEJ PODRÓŻY BRAZYLIA Piękne plaże , ciepło , mnóstwo owoców , niewielki % ludzi mówi po angielsku KOLUMBIA Cieka...
-
plaja Alemanias Las Giertas chyba nikt nie zgadnie z czego zrobiony jest ten ptak i figury z tyłu - wyślę ładne...
-
BRAZYLIA - PODSUMOWANIE A więc moja podróż po Brazylii dobiegła końca , aktualnie jestem już w Kolumbii w Bogocie.Jak zawsze nasu...
-
NUEVA LOJA Wróciłam do Quito i jutro lecę znowu , tym razem do dżungli amazońskiej. Wykupiłam wycieczkę na 4 dni , mamy oglądać ta...














































