Archiwum bloga

sobota, 5 stycznia 2019

SAN GIL cd

 SAN   GIL   cd

Dziś przeżyłam  szalony dzień.Jak pisała wcześniej kupiłam zestaw różnych aktywności , napiszę teraz co się na to składa :
1.  rafting po Rio Fonce , trwał ok 2 godzin , najpierw szkolenie   na jakie hasło co robimy i do pontonu , była nas 6-ka - trzech młodych i rodzina z dwójką   małych  dzieci/ wszyscy Kolumbijczycy/ Rzeka ma dużo fajnych bystrzy , więc za chwilę  wszyscy byli mokrzy , póżniej skakaliśmy z pontonu i płynęliśmy rzeką , dużo śmiechu i zabawy.
2. przewieżli nas samochodem w inne miejsce za San Gil   i tam 
-    skoki do wody ze skały ok 5m
-   zjazd na linie po skałach  ok  3m
-   przejście po moście tybetańskim / dwie liny - po jednej się idzie , drugiej trzyma , na wysokości ok 5m/
-  zjazd na linie   ok 8m
-    wchodzenie po skałach z wodospadem
i powrót do punktu wyjścia  , trochę skrabania się po lesie
3. znowu przewieżli nas samochodem
-  po naszemu to jest chyba tyrolka - zjazd nad kanionem po linie / ok 1km/ i powrót tak samo
-  wielka huśtawka / z której nie skorzystałam/
Na wszystkich atrakcjach  pełne zabezpieczenie i obsługa , która instruowała i podpowiadała jak się poruszać
Wszystko było bardzo fajne  , jedyny szkopuł był taki , że trwało to w sumie 8 godzin , a większość z uczestników była bez jedzenia i pieniędzy , bo nic nie kazali nam brać ze względu na ciągły kontakt z wodą. Cały czas był też fotograf , który dokumentował nasze poczynanie , na raftingu przewodnik miał kamerę na kasku.
Więc  San Gil ma  różne aktywności  dopracowane  rzeczywiście do perfekcji  , bo oprócz tego są jeszcze  skoki na bungi  i wiele innych.
Pomimo że  cały czas byłam z samymi Kolumbijczykami , czułam się bardzo dobrze , bo w każdym towarzystwie okazało się że ktoś zna trochę angielski i już jakoś łamanym angielsko -hiszpańskim się dogadywaliśmy  i byli bardzo mili i przyjażni.
Po powrocie dostała już płytę ze zdjęciami z raftingu , a reszta jutro/ oczywiście za dodatkową opłatą/
Jak tylko wyszłam z ich biura i wzięłam plecak  , w pierwszej napotkanej knajpie był obiad  i tak zajadałam ,że uszy mi się trzęsły , do obiadu oczywiście świeży sok   mango  z jeżynami  !!!
Dzień pełen atrakcji i adrenaliny, hura  SAN  GIL  !!!
                                                                 










piątek, 4 stycznia 2019

SAN GIL

SAN  GIL    cd


Loty na parolotni  / oczywiście z instruktorem/  tu nazywają się parapente.
Najpierw wypełnialiśmy całą ankietę zdrowotną / jest to faktycznie tylko ochrona dla firmy/, wsadzili nas do busów i pojechaliśmy do kanionu Chicamocha,  agencja parapente ma tam ogrodzony teren  , na którym odbywają się starty i lądowania. Kanion rzeczywiście przepiękny , trochę przypomina mi doliny rzeczne w Nepalu/.
Zrobili nam szczegółowe przeszkolenie z informacjami jak wszystko będzie wyglądać i jak mamy się zachowywać podczas startu i lądowania.  Było 7 instruktorów , organizacja dość sprawna.
Ja poszłam prawie na pierwszy ogień , nie było to trudne   ani stresujące.
Zakładają na plecy taki dość duży jakby plecak- siedzisko , taki sam ma instruktor i delikwent zostaje spięty  z instruktorem, są też pomocnicy , którzy pomagają przy starcie i  podnoszą czaszę.
Przy starcie jak czasza się podniesie trzeba kawałek biec i już jest zbocze i się leci  !!
Pierwsze wrażenie dość niesamowite - nagle   jest człowiek w powietrzu. Lot trwa ok 25 min , trochę rozczarowało mnie to ,że praktycznie kręciliśmy się w kółko na niewielkiej przestrzeni , no ale ziemia jest   dość daleko na dole.  Niestety po 15 min pomimo wziętej pastylki zaczęło mi się kręcić w głowie.   Lądowanie też jest proste , trzeba tylko podnieść nogi do góry , a pomocnicy już złapią czaszę.
Ale więcej już tego nie chciałabym robić.









czwartek, 3 stycznia 2019

SAN GIL

SAN  GIL

Po 7 godzinach jazdy w męczarni / upał bez klimatyzacji , muzyka non stop , ciasny bus  /  dotarłam do następnej miejscowości   San  Gil  w   prowincji  Santander.
Hotel po tym w Duitamie to nędza , pokój malutki , wiartak wali po głowie , akustyka taka że słychać każdego- no ale tak jest w podróży, wczoraj byłam wykończona i zniechęcona.
Wyspałam się i przeszło. San Gil  znane jest jako stolica sportów  ekstremalnych i w ogóle różnorakiej aktywności  , ponieważ w okolicy są rzeki / rafting /, góry / jaskinie i wodospady  i wspinaczka/ i w niedalekiej odległości podobno wspaniały kanion Chicamocha.
Zdecydowałam się na  lot parolotnią nad kanionem  - jutro/  180 zł/ , a pojutrze na  cały zestaw różnych atrakcji /  240zł/
Wydaje mi się iż ceny są niewysokie  , w porównaniu ile zapłaciłabym u nas.
Temperatura w dzień ok 30st.
A dziś wybrałam się do niedaleko położonej  podobno najpiękniejszej miejscowości kolonialnej Kolumbii  - Barichary. Kawałek po mieście skorzystałam z funkcjonujących tu moto-taxi , czyli  podwózka na motorze.  Barichara rzeczywiście  piękna  i   położona w niesamowitym otoczeniu.
Na obiad zjadłam kozinę , z której słynie ten region , rzeczywiście była pyszna, przy okazji poznałam dwie miłe Kolumbijki - Paulę i Camilę . Paula obsługiwała mnie w restauracji - pod koniec zgadałyśmy  się , że mówią po angielsku . Okazało się że  były  po roku w USA.
Do  San Gil wróciłam już po zmroku .
 rio Fonse  przepływa przez San Gil
 czy wiadomo jakie owoce ma filodendron , widziałyśmy te bananki na Maderze
 te okazy to w parku Galineral w San Gil

 moje moto-taxi
 kościół w Baricharze

 jeszcze jedna Szopka
 ciekawa latarnia
 uliczki Barichary

 a tak wygląda otoczenie miasteczka

 wnętrza domów

 kaplica z zewnątrz i wewnątrz

 elementy ozdobne budynków

 jeszcze jedna kaplica
 niektóre uliczki są bardzo strome
 mała klimatyczna knajpka
 poznana Kolumbijka- Paula
rynek w San Gil  wieczorem

wtorek, 1 stycznia 2019

DUITAMA cd

LAGO  TOTA

Około  1.5 godz jazdy od Duitamy   położone jest największe słodkowodne jezioro  Kolumbii.
Jezioro  Tota  położone jest w pięknej scenerii górskiej na wysokości  3200m n.p.m.
Droga do niego też biegnie bardzo malowniczo . Spędziłam tam   ostatni dzień roku.





 tak też ludzie mieszkaja w Kolumbii



Trochę   spostrzeżeń  nt Nowego  Roku , jak jechałam autobusem  to widziałam w jednej wiosce  jak 31.12  był pochód i prowadzili kukły jakieś obrzydliwe , spętane  i najprawdobodobniej do zniszczenia , tak żeby w Nowym roku już nie szkodziły , coś tak jak u nas topienie marzanny.
Póżniej zauważyłam w mieście też w paru miejscach  takie brzydkie wypchane kukły.
I  w sprzedaży były takie małe miotełki ze  kłosów zboża  , może też do symbolicznego wymiatania śmieci. Sylwester przeszedł niezbyt hucznie  , było parę fajerwerków , nic więcej. Ja na białej  sali.
A teraz parę ciekawostek z mojego hotelu ,   dość porządnego zresztą.
 bez klapy
gniazdko pod sufitem
 bez sitka
jeszcze parę zdjęć z Duitamy


 jedna z bocznych uliczek , dziś puste ulice cisza i spokój 1.12.2019

PODSUMOWANIE CAŁEJ PODRÓŻY

PODSUMOWANIE  CAŁEJ  PODRÓŻY BRAZYLIA Piękne plaże  , ciepło  , mnóstwo owoców , niewielki %  ludzi mówi po angielsku KOLUMBIA Cieka...