Archiwum bloga

piątek, 4 stycznia 2019

SAN GIL

SAN  GIL    cd


Loty na parolotni  / oczywiście z instruktorem/  tu nazywają się parapente.
Najpierw wypełnialiśmy całą ankietę zdrowotną / jest to faktycznie tylko ochrona dla firmy/, wsadzili nas do busów i pojechaliśmy do kanionu Chicamocha,  agencja parapente ma tam ogrodzony teren  , na którym odbywają się starty i lądowania. Kanion rzeczywiście przepiękny , trochę przypomina mi doliny rzeczne w Nepalu/.
Zrobili nam szczegółowe przeszkolenie z informacjami jak wszystko będzie wyglądać i jak mamy się zachowywać podczas startu i lądowania.  Było 7 instruktorów , organizacja dość sprawna.
Ja poszłam prawie na pierwszy ogień , nie było to trudne   ani stresujące.
Zakładają na plecy taki dość duży jakby plecak- siedzisko , taki sam ma instruktor i delikwent zostaje spięty  z instruktorem, są też pomocnicy , którzy pomagają przy starcie i  podnoszą czaszę.
Przy starcie jak czasza się podniesie trzeba kawałek biec i już jest zbocze i się leci  !!
Pierwsze wrażenie dość niesamowite - nagle   jest człowiek w powietrzu. Lot trwa ok 25 min , trochę rozczarowało mnie to ,że praktycznie kręciliśmy się w kółko na niewielkiej przestrzeni , no ale ziemia jest   dość daleko na dole.  Niestety po 15 min pomimo wziętej pastylki zaczęło mi się kręcić w głowie.   Lądowanie też jest proste , trzeba tylko podnieść nogi do góry , a pomocnicy już złapią czaszę.
Ale więcej już tego nie chciałabym robić.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

PODSUMOWANIE CAŁEJ PODRÓŻY

PODSUMOWANIE  CAŁEJ  PODRÓŻY BRAZYLIA Piękne plaże  , ciepło  , mnóstwo owoców , niewielki %  ludzi mówi po angielsku KOLUMBIA Cieka...